Zainspirowany śmiałym twierdzeniem @Brzytwa_Ockhama jakoby na istnienie Jezusa było równie pewne (o ile nie pewniejsze) niż Aleksandra Wielkiego postanowiłem opisać czy jest tak faktycznie

Historyczność Jezusa – analiza dowodów

Na pierwszy rzut oka kwestia historyczności Jezusa wydaje się być bardziej niż oczywista – mamy dowody w postaci czterech ewangelii kanonicznych, całej masy ewangelii niekanonicznych oraz różnych innych apokryfów, do tego parę wzmianek pozabiblijnych, a wśród historyków panuje konsensus że Jezus istniał i był postacią historyczną. Ale czy tak jest faktycznie? Let’s find out.
Zanim przejdziemy do samych dowodów to warto dodać że konsensus nie jest sam w sobie wyznacznikiem prawdziwości – jest jedynie wyznacznikiem dominującego poglądu (i nie znaczy że nie ma żadnych historyków którzy uważają że Jezus najpewniej nie istniał bo są, np.: Robert Price albo Richard Carrier, a część wykazuje w tej kwestii pogląd agnostyczny), do tego w ramach owego konsensusu wlicza się wszystkich historyków, a nie badaczy którzy byliby w stanie zachować neutralną ocenę w tej kwestii. A wiadomo że historycy chrześcijańscy nigdy nie podważą istnienia centralnej postaci swoich wierzeń (i najpewniej również nie zrobią tego muzułmanie, bo Jezus jest dla nich jednym z proroków). Doliczmy do tego grupę historyków ateistów i agnostyków którzy uznają że istniał jakiś prorok apokaliptyczny Jeszua i mamy konsensus. Warto dodać że nie ma natomiast żadnego konsensusu w kwestii życia Jezusa jako postaci historycznej – tutaj występuje już całe spektrum poglądów – od biblijnego fundamentalizmu gdzie wszystkie, nawet najbardziej nieprawdopodobne wydarzenia z ewangelii miały miejsce naprawdę, poprzez pogląd że jeśli pominąć zjawiska nadprzyrodzone to ewangelie w miarę wiernie opisują życie Jezusa, a skończywszy na „Jezus był mało znaczącym prorokiem apokaliptycznym którego życie nie miało praktycznie nic wspólnego z ewangeliami, a w celu ustalenia jak prawdopodobnie wyglądało jego życie musimy się uciec do porównań z innymi samozwańczymi mesjaszami z tego okresu”.
Skąd taka rozbieżność? Wszystko rozbija się o to na ile podstawowe teksty opisujące życie Jezusa zawierają rzeczywiste wydarzenia, a na ile zmyślone – mowa tu oczywiście o Biblii. Obecnie już nikt normalny nie bierze za fakt biblijnych opisów stworzenia świata czy wielkiego potopu zawartych w Księdze Rodzaju, wiedza naukowa z różnych dziedzin typu biologia czy geologia kompletnie obaliła jakąkolwiek możliwość traktowania tych tekstów w sposób inny niż metaforyczny. Mniej znanym faktem jest to że ustalenia historyków i archeologów nie są w stanie z opisami Księgi Wyjścia – możemy niemal na pewno wykluczyć że Żydzi w ogóle kiedykolwiek byli w Egipcie faraonów. Zatem Biblia w większości nie podaje wydarzeń historycznych.
Ktoś w tym momencie pewnie powie „No tak, ale Nowy Testament jest jednak mocniej umocowany w realiach historycznych niż Stary”. Owszem, wydaje się on być umieszczony w bardzo konkretnych ramach czasowych niemniej jednak wciąż nie znaczy to że jest to wiarygodne źródło, bo odkładając na chwilę kwestię zgodności z faktami historycznymi to nie jest ono nawet wewnętrznie spójne. Weźmy chociażby sam początek życia Jezusa – rodowody u Mateusza i Łukasza różnią się między sobą, nawet w takich kwestiach jak to kto był ojcem Józefa (oczywiście można powiedzieć że wywodzenie się z linii królewskiej jest w kontekście starożytnym wyłącznie symboliczne, bo Jezus i tak nie był synem Józefa i ma legitymizować władzę Jezusa, ale tak samo symboliczne w tamtej epoce było narodzenie z dziewicy – przypisywano je wielkim ludziom w stylu Aleksandra Macedońskiego, podczas gdy praktycznie wszystkie odłamy chrześcijaństwa traktują je dosłownie), również opisy w kwestii tego co Józef i Maryja robili po narodzeniu Jezusa się różnią – czy czekali 40 dni żeby go ofiarować w świątyni, a po ofiarowaniu wrócili do Nazaretu czy też musieli uciekać do Egiptu przed rzezią niewiniątek, a do Nazaretu wrócili dopiero po śmierci Heroda? Te dwie wersje nie dają się ze sobą pogodzić, a w Biblii jest znacznie więcej takich nieścisłości (i to nawet w tak ważnych kwestiach jak proces i śmierć Jezusa – przykładowo czy podczas przesłuchania przez Piłata Jezus milczał czy prowadził dyskusję w stylu „cóż to jest prawda”? O jakiej godzinie umarł i jakie były jego ostatnie słowa? I czy kamień przy grobie był od razu odsunięty czy może jednak dopiero potem?).
Co gorsza często opisy ewangelii są nie tylko sprzeczne między sobą, ale również z wiedzą historyczną – przykładowo według Łukasza Józef i Maryja mieli się udać do Betlejem z racji przeprowadzenia spisu przez Kwiryniusza. Problem w tym że ów spis miał dziać się za czasów Heroda Wielkiego, tymczasem w momencie kiedy Kwiryniusz został namiestnikiem Syrii i przeprowadzał spis (6 n.e.) to Herod od niemal dekady wąchał kwiatki od spodu. W celu wyjaśnienia tejże sprzeczności najtęższe umysły apologetyki chrześcijańskiej wymyśliły dwa wyjaśnienia. Pierwsze (i rzadziej używane) jest takie że autor ewangelii Łukasza po prostu się pomylił i chodziło nie o Kwiryniusza, a o Sencjusza Saturnina który akurat w tamtym czasie był namiestnikiem Syrii – mimo że wydaje się to rozwiązywać sprawę to wciąż są inne problemy do których wrócimy. Drugie wyjaśnienie (bardziej popularne i lepsze z punktu widzenia apologetów bo eliminujące opcję że autor nieomylnie natchnionego pisma mógł się gdzieś pomylić) jest takie że Kwiryniusz już za czasów Heroda sprawował stanowisko namiestnika i przeprowadził wcześniej jeszcze jeden spis. Problem w tym że nie dość że poza ewangelią ten spis nie został przez nikogo odnotowany (w tym miejscu często apologeci twierdzą jakoby o spisie Kwiryniusza mielibyśmy wiedzieć również z jednego źródła – jest to nieprawda, bo mamy również kamienne inskrypcje potwierdzające jego przeprowadzenie) to do tego nie ma możliwości by Kwiryniusz w tamtym okresie mógł być namiestnikiem Syrii (tym bardziej że najprawdopodobniej zajmował wtedy stanowisko namiestnika Galacji).
Problem jednak leży głębiej – nawet pomijając kwestię kto miał przeprowadzać biblijny spis wciąż pozostaje kwestia tego czy w ogóle miał wcześniej miejsce jakikolwiek spis niż ten w 6 roku n.e. – państwo Heroda nie wchodziło bowiem w skład Imperium Rzymskiego tylko miało status oficjalnie niezależnego i jedynie sprzymierzonego z Rzymem (w praktyce było to państwo marionetkowe, ale tak czy siak kwestie administracyjne do których wlicza się przeprowadzanie spisów nie leżały w kompetencji władzy rzymskiej). Dopiero po odsunięciu od władzy i wygnaniu Archelaosa, syna Heroda który w ramach podziału po śmierci ojca dostał władzę nad Judeą, w 6 roku n.e. wcielono te ziemie bezpośrednio do Rzymu i właśnie wtedy przeprowadzono najpewniej pierwszy rzymski spis w ogóle – przemawia za tym między innymi fakt że spotkał się on z oporem Żydów co poskutkowało wybuchem buntu wobec nowej władzy. Można by jeszcze dodać że opis spisu stoi w sprzeczności z innymi przeprowadzanymi spisami – nie wymagano udania się do miasta z którego pochodził ród tylko do najbliższego miasta gdzie miał siedzibę przedstawiciel władzy rzymskiej bo spisy służyły celom podatkowym (w dodatku mało prawdopodobne jest żeby taka placówka znajdowała się w jakiejś dziurze typu Betlejem w sytuacji kiedy niedaleko jest Jerozolima) – ale to już jest w zasadzie kopanie leżącego, wydarzenia mające miejsce podczas spisu w 6 roku n.e. ewidentnie świadczą że władze rzymskie nie przeprowadzały wcześniej żadnej ewidencji ludności w Judei.
Oczywiście apologeci będą robić intelektualne fikołki żeby dowieść iż biblijna relacja jest prawdziwa, ale co jest bardziej prawdopodobne – to że tekst religijny (którego zapisy zawierają błędy i są często wzajemnie sprzeczne) jest nieomylny czy może jednak po prostu to że autor ewangelii Łukasza wymyślając tą całą opowieść popełnił błąd, a za panowania Heroda nie było żadnego spisu?
Podobnie ma się sprawa z opisaną w ewangelii Mateusza rzezią niewiniątek która również nie jest nigdzie indziej poświadczona. Oczywiście (podobnie jak w poprzednim przypadku) do akcji wkracza zarzut apologetów o bezpodstawne stosowanie argumentum ex silentio – owszem, to prawda że brak dowodów nie jest automatycznie dowodem braku, ale raczej takie wydarzenie jak wymordowanie znacznej liczby dzieci chyba powinno przykuć czyjąś uwagę i zostać gdzieś odnotowane. Tymczasem nie opisano go nigdzie poza jednym tekstem religijnym spisanym wiek po tych wydarzeniach (nawet nie mówi o tym żadna inna ewangelia). W dodatku rzeź niewiniątek, ucieczka do Egiptu i znaczna część wydarzeń w ewangelii Mateusza jest opisywana zdaniami w stylu „i tak miały się spełnić słowa proroka” – zatem znowu czy bardziej prawdopodobne jest że prorocy byli faktycznie tacy przenikliwi czy może po prostu mamy tu do czynienia z wymyślaniem historii Jezusa tak żeby wypełnił on już istniejące przepowiednie że np.: mesjasz wyjdzie z Egiptu, a rzeź niewiniątek nigdy nie miała miejsca i jest jedynie zabiegiem fabularnym żeby tam umieścić Jezusa. Warto odnotować że motyw wymordowania wszystkich chłopców przez złego władcę występuje już wcześniej w Biblii – chodzi konkretnie o Mojżesza.
Rzeź niewiniątek nie jest jedyną zrzynką – nawet tak elementarne rzeczy jak proces i śmierć Jezusa są inspirowane Starym Testamentem – zapewne każdy kojarzy historię o Jezusie i Barabaszu i zwyczaju wypuszczania więźnia na święto Paschy. Niemniej jednak wiele wskazuje że to również nie jest opis historycznego wydarzenia – stoi bowiem w sprzeczności z wszystkimi innymi źródłami odnośnie Piłata (który delikatnie mówiąc nie był chętny na ustępstwa wobec Żydów) a do tego stanowi parafrazę opisanej w ST (Kpł 16) ofiary z dwóch kozłów z których w drodze losowania jeden jest zabijany i ofiarowany żeby przebłagać za grzechy, a drugi wypuszczany. Jeśli dodamy do tego za Orygenesem informację że we wczesnych manuskryptach ewangelii Barabbas (czyli „syn ojca”) miał mieć na imię Jezus Barabasz to alegoria jest jasna – mamy dwóch Jezusów „synów ojca” z których jeden zostaje zabity w celu przebłagania za grzechy (tym razem ostatecznego), a drugi zostaje wypuszczony.
Można by tu jeszcze przytoczyć inne wątpliwe z historycznego punktu widzenia wydarzenia takie jak wypędzanie przez Jezusa kupców ze Świątyni Jerozolimskiej (która nie dość że była strzeżona przez straż świątynną to jeszcze sam plac zajmował powierzchnię równą kilku boiskom piłkarskim), trzęsienia ziemi, wielogodzinne ciemności i rzesze umarłych wychodzących z grobów podczas śmierci Jezusa, ale chyba jasnym jest że ewangelie (niezależnie od tego czy są to kanoniczne czy apokryficzne) nie opisują wydarzeń historycznych tylko propagandowe historie wymyślone na potrzeby spełnienia mesjanistycznych przepowiedni (co zresztą same opisują sformułowaniami że w ten sposób wypełniły się słowa proroka X), do tego nawet nie jesteśmy w stanie stwierdzić kiedy dokładnie powstały – daty „z tradycji kościoła” należy wyrzucić do kosza, bo z niemal całą pewnością nastąpiło to najwcześniej po roku 70 (mimo że nie znamy dokładnej daty powstania, to „proroctwa” Jezusa o zburzeniu świątyni w ewangeliach synoptycznych to nic innego jak przepowiednie post factum).

Oznacza to że trzeba się uciec do źródeł pozabiblijnych – i tutaj trafia się stały zestaw autorów mających dowodzić istnienie Jezusa – Józef Flawiusz, Swetoniusz, Tacyt, Pliniusz Młodszy. Pewnie większość tych powątpiewających sprawdzi jedynie że „no faktycznie coś pisali o Jezusie” i temat zamknięty. Tyle że i tutaj sprawa nie jest taka prosta.

Józef Flawiusz
Najbardziej znanym i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym pozabiblijnym źródłem historycznym wymieniającym Jezusa są dzieła żydowskiego historyka Józefa Flawiusza, konkretnie „Dawne dzieje Izraela” w których występują dwie wzmianki o Jezusie – pierwsza wzmianka (znajdująca się w XVIII, 63-64) znana jest pod nazwą Testimonium Flavianum.

I był w tym czasie Jezus, człowiek mądry, jeśli godzi się nazywać go człowiekiem, działał on bowiem cuda i nauczał wśród tych, którzy z radością przyjmowali prawdę. Przyciągnął on do siebie wielu spośród Żydów i wielu spośród pogan. On to był Chrystusem. A kiedy Piłat, za namową pierwszych wśród nas mężów, skazał go na krzyż, ci którzy go miłowali nie opuścili go; ukazał się im on bowiem żyw ponownie na trzeci dzień, tak jak to boscy prorocy ten i dziesięć tysięcy innych cudów o nim zapowiedzieli. A plemię chrystian, od niego się zwących, nie zaginęło aż po dziś dzień.
Ustęp ten jest bardzo ważny gdyż jest to jedyna wzmianka o Jezusie pochodząca z I wieku n.e. i do tego jedyna przedstawiająca go w pozytywnym świetle. Przez długi czas ten fragment był uważany za bezspornie autentyczny i stanowiący niezależny pozabiblijny dowód na działalność Jezusa, niemniej jednak w XVIw. zaczęto tą autentyczność kwestionować, gdyż pomimo pozornej bezstronności potwierdza on wszystkie chrześcijańskie podstawy wiary – to że Jezus żył i czynił cuda, to że szły za nim tłumy, że był mesjaszem, że został ukrzyżowany oraz to że uważa się że zmartwychwstał. Jest to idealny dowód historyczności Jezusa jakiego potrzebowaliby chrześcijanie. Dlatego też obecnie nikt nie ma wątpliwości że chrześcijanie tutaj grzebali, natomiast nie ma zgody czy jest to kompletna fabrykacja czy tylko częściowa. Niemniej jednak wiele wskazuje na to że cały ten fragment to falsyfikat.
Po pierwsze ciężko podejrzewać wierzącego żyda o bycie kryptochrześcijaninem i nagłe wyznanie że Jezus nauczał prawdy, był cudotwórcą i mesjaszem – czyli coś w co wierzą jedynie chrześcijanie. Należy dodać że problem nie leży w tym że Flawiusz nie mógł żadnej osoby określić mianem mesjasza (bo określał tak przez jakiś czas Wespazjana), ale w tym że mesjanizm judaistyczny tyczył się przywódców którzy wyzwolą naród żydowski, tymczasem tutaj mamy mesjanizm ewidentnie w rozumieniu chrześcijańskim.
Po drugie jest to wtręt niszczący spójność tekstu – przed nim znajduje się opis stłumienia buntu przez Piłata, natomiast tuż po nim pojawia się zdanie o tym że w tym samym czasie dotknęło Żydów inne nieszczęście i opisane są wydarzenia prowadzące do wypędzenia Żydów z Rzymu. Co prawda Flawiusz lubował się w różnego rodzaju dygresjach, niemniej jednak sformułowanie „inne nieszczęście” raczej nie odnosi się do wystawionej przed momentem laurki o Jezusie tylko właśnie do stłumienia buntu przez Piłata.
Po trzecie – analiza stylu wykazuje dużą ilość nietypowych sformułowań które nie ewidentnie nie pasujące stylem do Flawiusza, natomiast dziwnym trafem jest już znaczna zbieżność z pierwszą osobą która ten tekst cytuje czyli Euzebiuszem z Cezarei. No i tym samym przechodzimy do czwartego punktu przemawiającego za kompletnym fałszerstwem – tekst ten pierwszy raz jest cytowany dopiero na początku IV wieku (czyli kiedy chrześcijanie przejęli władzę w Imperium Rzymskim) właśnie przez owego Euzebiusza, wcześniej nigdzie się nie pojawiał, nawet w polemikach ojców Kościoła z wrogami chrześcijaństwa – mimo że znali oni dzieła Józefa Flawiusza i sami je cytowali. Apologeci odpierają ten argument twierdząc że nie było potrzeby cytowania tego fragmentu, bo nikt nie negował istnienia Jezusa – jest to nieprawda, bo raz że istniały sekty doketyczne które głosiły że Jezus nie był człowiekiem tylko niebiańskim bytem udającym człowieka (w celu odparcia doketyzmu powstała najpewniej historia o niewiernym Tomaszu, a do ewangelii dodawano takie fragmenty jak Łk 22, 43-44), co więcej – Justyn Męczennik w „Dialogu z Żydem Tryfonem” (rozdz. 8.) dostaje wprost zarzut że Jezus mógł w ogóle nie istnieć i chrześcijanie go sami wymyślają:

Chrystus – o ile w ogóle się On urodził i gdziekolwiek żył – jest nieznany i nawet sam siebie nie zna, a nikt nie przyszedł w mocy Eliasza, by Go namaścić i sprawić, aby został On objawiony wszystkim. A ty, kiedy dajesz wiarę bezpodstawnym pogłoskom i sam wymyślasz sobie Chrystusa, z Jego powodu bezmyślnie gotujesz sobie zgubę
I mimo że Justyn Męczennik niewątpliwie znał dzieła Józefa Flawiusza bo je cytował, tak tutaj, w momencie kiedy powinien był napisać coś w stylu „przecież jeden z członków waszego narodu sam przyznał że Jezus żył i czynił cuda”, nie skorzystał z tejże wzmianki. Zresztą nawet w przypadkach gdzie nie dochodziło do negowania istnienia Jezusa (jak np.: w polemice Orygenesa z Celsusem, do którego jeszcze wrócimy) był już negowany fakt cudów dokonywanych przez Jezusa, zatem zacytowanie tego fragmentu byłoby wciąż przydatne. Zatem brak jakiejkolwiek wzmianki aż do IV wieku pozwala podejrzewać że go tam w ogóle nie było.
To tyle jak chodzi o argumenty przemawiające na rzecz fałszerstwa, ale warto również przytoczyć argumenty za autentycznością – Testimonium występuje we wszystkich znanych kopiach (greckiej, syryjskiej i arabskiej), a tekst wersji arabskiej pozbawiony jest jawnie chrześcijańskiego wydźwięku. Niemniej jednak analizy przemawiają za tym że pochodzą one z jednej i tej samej kopii, a bardziej neutralne i mniej chrześcijańskie opisy Jezusa mogły powstać w wyniku przeredagowania tekstu przez wyznawców islamu tak żeby był w zgodzie z ichnią teologią. Warto dodać że Euzebiusz był zaufanym człowiekiem Konstantyna, pierwszego chrześcijańskiego cesarza Imperium Rzymskiego i mógł wstawić Testimonium do znacznej ilości kopii „Dawnych dziejów Izraela”. Najstarsze zachowane kopie pochodzą z X wieku, zatem nie mając do dyspozycji żadnych starszych manuskryptów nie można stwierdzić czy zostało ono wstawione czy nie.
Bywa również wysuwany argument że Józef Flawiusz piszący „Dawne dzieje Izraela” w 90r. n.e. nie mógł nie umieścić żadnej wzmianki na temat chrześcijaństwa (najczęściej jest on wysuwany przez tych samych apologetów którzy we wszystkich innych takich przypadkach zarzucają stosowanie argumentu ex silentio i twierdzą że wcale nie było żadnej konieczności wzmiankowania o jakiejś rzeczy).
Testimonium nie jest też jedynym fragmentem mówiącym o Jezusie – pojawia się również wzmianka o egzekucji Jakuba brata Jezusa zwanego Chrystusem. Niemniej jednak i z tym fragmentem jest pewien problem – podobnie jak w poprzednim przypadku jest duże prawdopodobieństwo chrześcijańskiej interpolacji czyli że fragment „zwanego Chrystusem” został dopisany. A to już rozmywa konkretność tejże wzmianki – co prawda wiemy że jeden z apostołów Jakub był zwany bratem Jezusa, ale oba imiona były w tamtych czasach wyjątkowo popularne – Józef Flawiusz podaje co najmniej kilkunastu różnych Jezusów, z czego mniej więcej połowa z wzmiankowanych postaci żyła w I wieku n.e. – zatem równie dobrze w tym fragmencie mogło oryginalnie chodzić o Jezusa ben Damnajosa który również jest wymieniony w tym samym rozdziale (co więcej – jeśli faktycznie chodziło o niego to całość tekstu wydaje się mieć więcej sensu niż z randomową wzmianką o Jezusie Chrystusie – kapłan Annasz decyduje się zabić Jakuba, brata Jezusa ben Damnajosa, po czym zostaje ukarany i zastąpiony na stanowisku przez samego Jezusa ben Damnajosa, brata człowieka którego pozbawił życia).
Jako że jak widać ta wzmianka sama w sobie nie ma sensu, to część badaczy podejrzewa że Flawiusz mógł coś napisać o Jezusie w Testimonium Flavianum, ale zostało to przerobione przez chrześcijan. Niemniej jednak taka teoria napotyka na poważny problem – otóż analiza greckiego tekstu wskazuje że frazy które są uważane za autentyczne wykazują paralele z twórczością Euzebiusza (np.: sformułowanie „plemię chrześcijan”, albo określenie ποιητής (poiêtês) użyte w stosunku do kogoś kto czynił jakieś rzeczy – Flawiusz używał go wszędzie indziej wyłącznie w odniesieniu do faktycznych poetów typu Homer) natomiast elementy chrześcijańskie są napisane w stylu Józefa Flawiusza. [link]
Wychodzi więc na to że mamy tutaj do czynienia z kompletnym fałszerstwem (a jeśli Flawiusz w ogóle napisał coś o Jezusie to chrześcijanie do tego stopnia przerobili ten tekst że odtworzenie oryginału jest niemożliwe).

Tacyt
W spisanych w 115 n.e. „Rocznikach” znajduje się opis prześladowania chrześcijan za czasów Nerona

Atoli ani pod wpływem zabiegów ludzkich, ani darowizn, albo ofiar błagalnych na rzecz bogów nie ustępowała hańbiąca pogłoska, lecz wierzono, że pożar [Rzymu] był nakazany. Aby więc ją usunąć, podstawił Neron winowajców i dotknął najbardziej wyszukanymi kaźniami tych, których znienawidzono dla ich sromot, a których gmin chrześcijanami nazywał. Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany był na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników.
Wydaje się być to dobry dowód na istnienie Jezusa, w końcu jest tu potwierdzenie istnienia Jezusa przez osobę wrogą chrześcijaństwu. Tyle że i tutaj są problemy:
Po pierwsze jest to dowód nie na istnienie samego Jezusa tylko dowód na to że istnieją chrześcijanie, a informacje o Jezusie są wzięte najpewniej od nich. Niektórzy w tym miejscu sugerują że Tacyt miał wgląd w rzymskie archiwa i mógł zweryfikować czy za panowania Tyberiusza został wykonany wyrok na jakimś Jezusie. Niemniej jednak ciężko sądzić żeby w Rzymie znajdowały się archiwa na temat każdego bandyty skazanego na śmierć w jakiejś odległej prowincji, a nawet jeśli takowe archiwa istniały to najpewniej uległy one zniszczeniu podczas pożaru Rzymu w 64 roku.
Po drugie – w źródłach współczesnych Neronowi nie ma żadnych dowodów że prześladował chrześcijan (JKM lubi to xD). Ba – nawet nie ma dowodów że chrześcijanie byli w tamtym czasie w Wiecznym Mieście, możemy nawet podejrzewać że ich tam raczej nie było (a jeśli byli to na pewno nie zwrócili uwagi Rzymian, zatem nie mogli być celem prześladowań) – niezachowane dzieło Seneki Młodszego pt. „De superstitione” wydane ~62 roku n.e. wymieniało ponoć wiele sekt Imperium Rzymskiego z tamtego okresu, ale nie chrześcijaństwo – wiemy to tylko dlatego że fakt ten wytknął oburzony na Senekę Augustyn z Hippony w swoim dziele Państwo Boże (VI, 11):

Oprócz różnych przesądów teologii państwowej zwalcza też Seneka religijne prawa Żydów, a nade wszystko sabaty, uważając za rzecz szkodliwą, że Żydzi świętując każdy siódmy, dzień, siódmą część życia swego tracą na próżnowaniu, i wiele przez to pilnych na razie spraw niezałatwionych marnuje się. O chrześcijanach jednak, już wtedy znienawidzonych przez Żydów, nie śmie wspominać wcale; ani źle, ani dobrze; bądź dlatego, żeby ich nie chwalić wbrew powszechnemu dawnemu uprzedzeniu swoich rodaków, bądź też, — by ich nie ganić wbrew może własnemu przekonaniu.
Fakt nie wymienienia jest o tyle ciekawy że wg. Dziejów Apostolskich brat Seneki, Lucjusz Junniusz Gallio, miał mieć bezpośredni kontakt z chrześcijanami, zatem albo Seneka miał jakiś ważny powód żeby nie umieścić chrześcijan albo Biblia kłamie. Ten dysonans był dla chrześcijan na tyle poważnym problemem że w celu jego rozwiązania sfałszowali obszerną korespondencję między Seneką, a Pawłem z Tarsu.
Po trzecie, istnieją poważne przesłanki że Tacyt tego w ogóle nie napisał – podobnie jak Testimonium Flavianum ten fragment jest cytowany dopiero na przełomie IV i V wieku (akurat znowu dziwnym trafem dopiero w momencie kiedy chrześcijaństwo zdobyło wpływy w Imperium Rzymskim), a przez 300 lat jakiekolwiek źródła chrześcijańskie i niechrześcijańskie (poza tym fragmentem w „Rocznikach”) nie wspominają absolutnie nic o prześladowaniach chrześcijan za Nerona. Po co zatem chrześcijanie mieliby dopisywać fragment o prześladowaniach? Ano najpewniej po to żeby wyolbrzymić prześladowania chrześcijan jako wielowiekowe i usprawiedliwić w ten sposób gnębienie wyznawców pogańskich religii. Zatem obrazy opisywane przez Quo Vadis są nieprawdziwe, a prześladowań chrześcijan za Nerona niemal na pewno nie było – to tylko kolejny mit w kwestii pożaru Rzymu.

Swetoniusz
W „Żywotach cezarów” mamy wzmiankę o dekrecie cesarza Klaudiusza z 49r.

Wyrzucił z Rzymu wszystkich Żydów, którzy ciągle wywoływali rozruchy, podburzeni przez niejakiego Chrestosa
Już na pierwszy rzut oka widać problem – czy określenie Chrestos aby na pewno odnosi się do Chrystusa. Grecka wymowa obu słów jest taka sama, ale znaczenie jest diametralnie inne – Christos oznacza mesjasza, Chrestos oznacza „dobry” albo „użyteczny” i było dosyć popularnym imieniem nadawanym niewolnikom. Tak czy siak w najlepszym razie to nie jest to dowód istnienia Jezusa (który raczej nie miał jak podburzać ludzi 15 lat po swojej śmierci) tylko na istnienie w Rzymie społeczności chrześcijańskiej (ale wykazany wyżej brak jakichkolwiek wzmianek nawet za czasów Nerona sprawia że tym bardziej wątpliwe jest interpretowanie w ten sposób wzmianki odnoszącej się do czasów wcześniejszych o dwie dekady).

Mara Bar-Serapion
W liście do swojego syna który zachował się w rękopisie pochodzącym z VI/VII wieku znajduje się taki fragment

Jaką korzyść odnieśli Ateńczycy z wydania Sokratesa na śmierć? Przyszedł na nich głód i zaraza jako pomsta, za ich zbrodnię. Jaką korzyść wynieśli mieszkańcy Samos ze spalenia Pitagorasa? W jednej chwili kraj ich został zasypany piaskiem. Jaką korzyść osiągnęli Żydzi z tego, że skazali swego mądrego króla? Przecież wkrótce potem znikło ich królestwo. Sprawiedliwie Bóg pomścił tych trzech mędrców. Ateńczycy poginęli z głodu, tych z Samos pochłonęło morze, Żydzi – zrujnowani i wypędzeni z własnego kraju – żyją w całkowitym rozproszeniu. Lecz Sokrates nie umarł całkowicie – nadal żył w naukach Platona; Pitagoras nie umarł całkowicie – żył nadal w posągu Hery; nie umarł także całkowicie mądry król – żył nadal w swojej nauce
Tu również widać pewien problem – czy owym żydowskim królem jest aby na pewno Jezus? Nawet jeśli faktycznie chodzi o Jezusa to nadal nie jest znana dokładna data powstania listu – najwcześniej jest datowany na 73 rok n.e, ale równie dobrze może pochodzić z II, a nawet III wieku. Do tego niewiele wiemy o samym autorze i czy faktycznie jest to wzmianka niechrześcijańska.

Celsus
Kelsos z Aleksandrii znany również jako Celsus był filozofem żyjącym w II wieku n.e, niestety do dnia dzisiejszego nie zachowały się żadne dzieła jego autorstwa. Niemniej jednak dzięki obszernym cytatom w polemice „Przeciw Celsusowi” autorstwa Orygenesa jesteśmy w stanie odtworzyć znaczną część dzieła „Prawdziwe słowo” (napisanego ok. 178r.) które stanowiło obszerną krytykę chrześcijaństwa. Obok wielu innych zarzutów wobec Jezusa jak bycie oszustem i szarlatanem zamieszcza on również taką informację

Maria została odrzucona przez jej męża, z zawodu cieślę, po tym jak została skazana (uznana za winną) za niewierność. Wyrzucona przez męża i tułająca się na pustkowiu w niesławie, wtedy w opuszczeniu urodziła Jezusa, z pewnego żołnierza Panthery.
Nie wiemy skąd Celsus czerpał te informacje. Zapewne można by w tym miejscu stwierdzić że może po prostu to wszystko wymyślił tylko po to żeby oczernić chrześcijaństwo gdyby nie jeden istotny fakt – w 1859 podczas budowy linii kolejowej w Bingerbrück odkryto nagrobek pochodzącego z Sydonu (obecny Liban) rzymskiego legionisty Pandery. Co istotne – lata jego życia odpowiadają komuś kto mógł być ojcem Jezusa, a samo imię Pandera nie należało do zbyt popularnych (na pewno było dalece mniej popularne niż imię Jezus). Zatem istnieje spore prawdopodobieństwo że Celsus nie wymyślił tej historii mógł mieć informacje pochodzące z jakichś źródeł antychrześcijańskich (które po dorwaniu się chrześcijan do władzy zostały zniszczone). Ze wszystkich dowodów na historyczność Jezusa ten wydaje się być zdecydowanie najmocniejszy i najbardziej konkretny (choć oczywiście jest to dowód wyłącznie na istnienie Jezusa-kanciarza, nieślubnego syna Żydówki Miriam, a nie na istnienie Jezusa cudotwórcy jakiego opisuje Biblia).

Często przytaczane jako dowody na istnienie Jezusa wzmianki u Pliniusza Młodszego, Lukiana z Samosaty czy Galena zawierają jedynie opisy samych chrześcijan, a nie Jezusa jako takiego. Natomiast można z całą stanowczością stwierdzić że wszelkie źródła powstałe więcej niż 150 lat po śmierci Jezusa nie wnoszą już nic nowego i jedynie powielają narrację biblijną.

######################
Ciąg dalszy w komentarzu

#chrzescijanstwo #religia #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu